15. odcinek podcastu

Logo podcastu "Bibliowrotek".

Zapraszamy do wysłuchania 15. odcinka podcastu „Bibliowrotek”, w którym gościliśmy Konrada Jachyma - członka Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Tarnowskiej Spotify https://tiny.pl/pc9547xj. 19 listopada 2024 roku w naszej bibliotece Paulina Starzec (prezes TGZT) poprowadziła wykład pt. „Odkrywanie korzeni – fascynująca podróż w świat genealogii”, który był merytorycznym wstępem do rozpoczęcia poszukiwań na temat własnego pochodzenia i rodziny. Towarzystwo cyklicznie przeprowadza wykłady i konsultacje w dziale regionalnym Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie. W odcinku rozmawiamy o projektach i inicjatywach podejmowanych przez TGZT oraz odkrywaniu dzięki genealogii własnej tożsamości. Zachęcamy do zaglądania na fanpage na Facebooku towarzystwa, gdzie na bieżąco umieszczane są informacje o działaniach podejmowanych przez TGZT.

Rozmowa odbyła się 3 grudnia 2024 roku.

TRANSKRYPCJA

E: „Bibliowrotek” to podcast Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Marii Kozaczkowej w Dąbrowie Tarnowskiej poświęcony literaturze, kulturze, a także bibliotece − jako miejscu, w którym każdy znajdzie przestrzeń dla siebie.

E: Edyta Więcek − dzień dobry. Dziś w „Bibliowrotku” goszczę Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Tarnowskiej, które reprezentuje Konrad Jachym. Cześć.

K: Cześć.

E: Jesteście młodym Towarzystwem, które powstało we wrześniu tego roku. W listopadzie poprowadziliście w naszej bibliotece wykład o tym jak rozpocząć poszukiwania genealogiczne. Cyklicznie przeprowadzacie prelekcje i konsultacje w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnowie, w dziale regionalnym przy ulicy Krakowskiej. Jaki jest główny cel powstania Towarzystwa?

K: To znaczy się zacząć trzeba od tego, że w naszym regionie Tarnowskim, również na ziemi Dąbrowskiej nie było takiego tworu, stowarzyszenia, które zajmowałoby się genealogią. Owszem, były jednostki, genealodzy amatorzy, którzy zajmowali się nauką jaką jest genealogia amatorsko, w zaciszu własnych domów, lecz najbliższe takie stowarzyszenie jest w Krakowie i po prostu zebraliśmy się wspólnie, i powstał właśnie pomysł, abyśmy zawiązali właśnie tutaj na ziemi Tarnowskiej Towarzystwo genealogiczne, i poprzez jego działalność wspólnie dążyli do wcielenia w życie różnych projektów mających na celu zachować genealogię rodzin z tych ziem, a także ocalić przeszłość dla przyszłych pokoleń.

E: A co trzeba zrobić żeby zostać członkiem Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Tarnowskiej?

K: Proszę w takim przypadku zgłosić się do nas czy to na nasze konto Facebookowe – Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Tarnowskiej albo mailowo. Mail jest podany właśnie na koncie Facebookowym. Również można przyjść na nasz wykład. Tam też sporządzamy zapisy nowych członków. Można złożyć taką deklarację członkowską, uzyskać więcej informacji na ten temat.

E: Jakie projekty realizujecie?

K: Najpierw może powiem, że oprócz wykładów i konsultacji, o których wspomniałaś, które odbywają się cyklicznie w pierwszym tygodniu każdego miesiąca − wykłady we wtorki, konsultacje najczęściej w soboty – to prowadzimy też warsztaty dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych, a także dla seniorów. Właśnie w najbliższym czasie odbędą się Mikołajkowe warsztaty genealogiczne mające na celu przedstawienie podstaw jak rozpocząć poszukiwania, jak się w ogóle odnaleźć w świecie genealogii, podstawy warsztatowe, tworzenie drzewa online, programy do tego służące. A wracając do twojego pytania to… projekty jakie realizujemy to głównie skanowanie materiałów genealogicznych, archiwalnych z archiwów, czy to Archiwum Narodowego Oddziału w Tarnowie, Archiwum Narodowego w Krakowie. Mamy też przewidziane skanowanie w Archiwum Narodowym w Przemyślu. Pragniemy pozyskać dokumenty dotyczące ziemi Dąbrowskiej. Są to materiały historyczne o charakterze gospodarczym z Centralnego Narodowego Archiwum we Lwowie. Są to bardzo cenne informacje, gdyż nie publikowane dotąd w żadnej publikacji traktującej o regionie, no, ciężko jest spotkać takie informacje, a w nich są wypisane z imienia i nazwiska postaci chłopów zamieszkujących tutejsze miejscowości. Przejść muszę do kolejnego projektu, takiego sztandarowego, które będziemy właśnie rozpoczynać, realizować. Jest to projekt „Luszowice” − zakłada indeksację, czyli rozczytanie z pisma urzędowego, pisma – językiem łacińskim i dostosowanie oczywiście do współczesnych standardów – przetłumaczenie imion chociażby z języka łacińskiego, spisanie dat zawarcia małżeństwa, daty zgonu, informacji takich jak świadkowie, którzy byli obecni przy danym wydarzeniu, czy na przykład choroby, na którą zmarła dana osoba, i następnie przygotujemy opracowanie takie statystyczne, w którym zestawimy wszystkich mieszkańców właśnie Luszowic czy to Smykowa, wtedy jeszcze podzielonego jeszcze na Smyków Wielki i Mały, oraz Lipin. Będziemy chcieli też pokusić się o przedstawienie takiej struktury mieszkańców z podziałem na domy, czyli to, pod jakim numerem domu mieszkał, bo trzeba też o tym wspomnieć, że częstokroć w takim domu mieszkało po kilka rodzin. Po dwie, po trzy rodziny mieszkały po prostu w wydzielonej jakiejś części w komorze. Nasza książka, którą właśnie na podstawie tej kwerendy źródłowej pragniemy wydać będzie prawdopodobnie kilkutomowa. Pierwszy tom obejmie właśnie dzieje parafii od początków, nie tyle nawet jej istnienia, co od tych metrykaliów, które posiadamy z Dąbrowy, czyli od 1611 roku i pierwszy tom zamknie się w dacie 1784 roku, i jest to data, w którym zmienia się, że tak powiem, układ zapisu nakazany przez Austriackiego zaborcę. To jest − wcześniej jest forma opisowa. Pojawiają się opracowania tabelaryczne, gdzie księża zmuszeni byli już wpisywać po prostu w odpowiednie rubryki dane dotyczące danego wydarzenia, osoby.

E: Kiedy i dlaczego zainteresowałeś się, tak na serio, genealogią?

K: To znaczy się, jak pamiętam w szkole podstawowej bardzo mnie zaciekawiło tworzenie drzewa genealogicznego. Dostaliśmy takie zadanie na lekcji historii. Wówczas dotarłem do prapradziadków. Później na studiach historycznych dostaliśmy na pierwszym roku zadanie stworzenia takiego kompleksowego zadania na zaliczenie wywodu przodków, to jest bezpośrednich przodków danej osoby bez, że tak powiem, bez potrzeby przedstawiania bocznych linii, to jest tam: krewnych, kuzynów, i po prostu, nieznajomość wtedy łaciny, tak jakby wyglądu takiej księgi metrykalnej sprawiło, że nie byłem zadowolony z tej pracy zaliczeniowej, aczkolwiek ją zaliczyłem. No i dwa, dwa i pół roku temu nosiłem się właśnie z zamiarem takim, żeby jednak wrócić do tego wywodu przodków, no i tak na dobre się wkręciłem i mogę powiedzieć, że no, doszedłem już do dziesiątego pokolenia wstecz.

E: I rozumiem, że prace nadal trwają, tak? Nad tym rodowodem.

K: To znaczy się, trwają drobne prace, bo z grubsza ten wywód jest ukończony. Po prostu dotarłem do momentu, w którym kończą się księgi metrykalne i nie jestem w stanie zrobić tego kroku naprzód. Są jeszcze niektóre parafie, co do których liczę na to, że uda mi się odnaleźć księgi na parafiach, bądź też po prostu jeszcze raz zrewidować ten wywód przodków i sprawdzić czy czegoś nie przeoczyłem, bo i tak może być, i uda mi się po prostu odnaleźć kolejne pokolenie.

E: Myślę, że zdobyłeś dużo więcej doświadczenia. Jeżeli się wertuje dużo tych dokumentów, pracuje się z archiwaliami, to człowiek nabiera takiej biegłości.

K: Tak, z pewnością. No, tak jak przysłowie mówi − „trening czyni mistrza.”

E: Dokładnie. Czy są jakieś takie smaczki, na które natrafiłeś poszukując informacji o swojej rodzinie?

K: Myślę, że tak. Myślę, że każdy… każda z osób, która będzie zajmować się genealogią prędzej czy później znajdzie takie ciekawe, intrygujące osoby, będące ich przodkami. U mnie udało mi się znaleźć informację, że jeden z moich… a w zasadzie nawet dwóch moich prapradziadków było sołtysami swoich wsi. Także pełnili honorowe funkcje, dość ważne w społeczeństwie wiejskim, w gromadzie wiejskiej. Też są, też jest temat po prostu dzieci nieślubnych, jak ustalić ich pochodzenie to już by się trzeba było się zająć genealogią genetyczną, która też jest ciekawa, aczkolwiek zagadnienia, że tak powiem, biologii i genetyki, no, są dla mnie dość trudne, aczkolwiek bardzo ciekawe też rezultaty myślę, że by dały.

E: Pracujesz nad książką. Może powiesz coś o tym więcej?

K: Książka ma taki charakter osobisty. Jej tytuł będzie brzmiał „Powiśle Dąbrowskie. Tu jest nasz dom.” Dom, ponieważ dziewięćdziesiąt procent moich przodków, pochodzi właśnie stąd, z Powiśla Dąbrowskiego. Jestem związany z tą Małą Ojczyzną. Tu się urodziłem, wychowałem, tu żyję, i chciałem właśnie na kartach tej książki przedstawić to co udało mi się ocalić od zapomnienia. Tą całą wiedzę na temat życia tutaj, na Powiślu, w dawnych wiekach, jak żyli moi przodkowie. No, jest to owoc tej dwuletniej właśnie kwerendy, czy to w archiwach, czy w księgach metrykalnych, czy też wiedza, którą zdobyłem poprzez informacje zasłyszane podczas wywiadów z moimi dziadkami, wujkami, ciociami. Jest to niezwykle cenna informacja, bowiem część z nich niestety zmarła, a mi udało się właśnie ocalić nieraz ciekawe, niezwykłe informacje na temat tego jak tu się żyło dawniej. Mowa tu choćby o dwudziestoleciu międzywojennym czy okresie jeszcze pod zaborami.

E: Mhm, no teraz jesteśmy w takiej komfortowej sytuacji, że jednak większość tych materiałów albo znaczna ich część jest zdigitalizowana, więc możemy na przykład sięgnąć do prasy codziennej dwudziestolecia międzywojennego.

K: Tak, tak.

E: A jakie masz wskazówki dla osób, które chciałyby rozpocząć przygodę z genealogią, ale jeszcze się wahają, bo to jest chyba dość czasochłonne.

K: Żeby się nie wahały. Żeby się nie wahały, bo gra jest warta świeczki i jest to hobby rzeczywiście pasjonujące, wciągające. Człowiek potrafi zarwać noce. Jak ja to mówię, to jest swego rodzaju serial obyczajowy, ale serial, który traktuje o nas, o naszych przodkach. Nie są to bohaterowie odlegli jak królowie, dowódcy wojskowi czy jakieś osoby sławne z kart podręczników historii, ale osoby bliskie nam, które w bezpośredni sposób przyczyniły się do tego, że jesteśmy kim jesteśmy, i że istniejemy w ogóle.

E: Teraz obserwuję taki trend, że dużo pojawia się publikacji na temat chłopstwa ogólnie pojętego, chociażby „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak, czy książki Kamila Janickiego. Jak myślisz, dlaczego?

K: Przede wszystkim, świetne to są pozycje, polecam każdemu, kto się chce w ogóle zająć genealogią żeby sięgnął po nie, bo przedstawiają one życie, wydawałoby się, takie pesymistyczne, pełne takich negatywów, ale to jest rzeczywistość, która miała miejsce. Nie jest to historia przekłamana. Rzeczywiście nasi przodkowie zmagali się z wieloma problemami, trudnościami, zwłaszcza ci z warstwy chłopskiej, bo byli, że tak powiem, wyzyskiwani i ciężko im było związać koniec z końcem, ponieważ większość naszych przodków właśnie była z warstwy włościańskiej i dla mnie jest trochę niezrozumiałe i dziwne, dlaczego tak późno, dlaczego przez lata panował pogląd i zamiłowanie do tego, żeby eksponować swoich przodków z warstwy szlacheckiej. Tymczasem, no mogłoby się zdawać, że chłopi mieli szare, monotonne życie, że nic się w ich życiu nie działo, no wręcz przeciwnie. No, genealogia jest właśnie tą nauką i pasją, hobby, dzięki któremu właśnie możemy zadać kłam takiemu stwierdzeniu, że tylko warstwa szlachecka czy mieszczaństwo miało ciekawy żywot. Każdy może odnaleźć coś ciekawego, jakąś ciekawostkę, czy to na kartach ksiąg metrykalnych, czy pytając chociażby najstarszych członków własnej rodziny. Oni na pewno mają w zanadrzu niesamowite historie, tylko trzeba ich po prostu wysłuchać, znaleźć czas dla tych starszych osób, dać im możliwość wysłuchania i oni z pewnością przedstawią takie historie, które mogą rywalizować, że tak powiem, no, ze scenariuszami dobrych filmów.

E: W trakcie wykładów, konsultacji czy zauważyliście taki trend, jak moda na genealogię?

K: Tak, no, o tym świadczy choćby liczba słuchaczy jakie… jaka nas odwiedza. Byłoby miło, gdyby również mieszkańcy Dąbrowy Tarnowskiej i okolic – mówię tutaj o Powiecie Dąbrowskim – zechcieli skorzystać. Nie jest daleko do Tarnowa, ja sam mam prawie czterdzieści kilometrów, ale po prostu nie trzeba się tym zrażać, znaleźć czas, czy to na sobotnie konsultacje, czy na wykład. Od nowego roku zaczynamy cykl wykładów z lokalnymi badaczami, historykami regionalistami, osobami związanymi tutaj z ziemią Tarnowską, także będzie to pouczające nie tylko dla Państwa, ale i dla nas, członków Towarzystwa.

E: A na jakie trudności może natrafić osoba, która zaczyna zajmować się genealogią? Co na przykład Tobie sprawiało największe trudności?

K: Najtrudniejsze jest odczytanie, moim zdaniem, charakteru pisma danego kapłana, bo z tym bywa różnie. Czasem jest tak, że któryś ksiądz w zastępstwie pojawiał się wobec na przykład choroby proboszcza i jego charakter pisma był, no, niemalże kaligraficzny, po czym wracamy do tego co było wcześniej, czyli no, po prostu ten charakter pisma jest, że tak powiem, no, jak kura pazurem. Ciężko jest, ciężko jest po prostu rozczytać. Najbardziej problem jest oczywiście z nazwiskami, bo z imionami możemy sobie dać radę, natomiast z nazwiskami jest troszkę ciężej. Ewentualnie z cyframi też, bo też się zdarzają takie przypadki, że ciężko jest to rozczytać. Pułapki tego typu, że w danej miejscowości jest, na przykład, dwie, trzy, cztery osoby rodzące się, na przykład dzieci o tym samym imieniu i nazwisku, i który z nich jest naszym przodkiem. No to trzeba po prostu przeanalizować numery budynków, numery domów. To może być nam pomocne. Trzeba po prostu, no, wnikliwie prześledzić księgi metrykalne. Nieraz bywa też i tak, że nie jesteśmy w stanie dojść, i wtedy właśnie ta gałąź naszego drzewa genealogicznego się zamyka, bo nie jesteśmy w stanie niezbicie stwierdzić, że dana osoba o imieniu, powiedzmy, Jan Kowalski jest naszym przodkiem, gdy tych Janów w danym okresie jest trzech lub czterech.

E: Trzeba jeszcze chyba powiedzieć z czego to wynika, bo dawniej ludzie jednak się tak nie przemieszczali jak obecnie, tylko zazwyczaj były to związki zawierane w obrębie jednej, dwóch, trzech miejscowości.

K: To znaczy się, no właśnie tu też jest ciekawostka, bo zdania są podzielone. Część historyków twierdzi, że ta mobilność chłopów była ograniczona. Ja mam sam na przykład przypadek, który będę opisywał w książce, że jedna moja prababcia pochodząca z Radgoszczy, i to z dość odległego od centrum wsi terenu, co tydzień niemal chodziła na targ w Tarnowie pieszo sprzedawać nabiał. Nie dość, że dźwigała ciężary to jeszcze w jedną i w drugą stronę to jest spory dystans. Także nie tylko jarmarki, ale też związki małżeńskie. Też w moim drzewie jest z gminy Wietrzychowice prapradziadek zawarł związek małżeński z dziewczyną z gminy, obecnie z gminy Szczucin. Także no też…

E: Spora odległość.

K: Tak, to są też dystanse spore i ja początkowo właśnie skłaniałem się ku temu, że ta mobilność była słaba, ale przez pryzmat poszukiwań byłem zmuszony zmienić zdanie, że jednak nie jest to tak, że po prostu małżeństwa zawierano w obrębie tam jednej miejscowości czy sąsiednich wiosek. Nie zawsze. Nie było to regułą. Trzeba też pamiętać, że chłopi odbywali, nasi przodkowie odbywali pielgrzymki do, powiedzmy do miejsc cudownych. Do Częstochowy, czy do Tuchowa. To też są odległości i wszystko to było oczywiście…

E: Pytanie, czy ktoś po drodze spotkał tę swoją drugą połowę, prawda?

K: Też takie sytuacje się zdarzają czytając literaturę przedmiotu, że był to jeden z, jedna z przyczyn dlaczego młodzi akurat na przykład wybierali się. Z resztą jarmarki też były możliwością nie tylko wymiany handlowej, ale także okazją zawierania nowych znajomości, spotkań towarzyskich, wymiany poglądów, także różnorakie przyczyny.

E: Jakie plany macie jako Towarzystwo Genealogiczne Ziemi Tarnowskiej? W których obszarach chcecie się rozwijać?

K: To znaczy się, myślę, że chcielibyśmy zachęcić osoby, nie tylko które żyją na ziemi Tarnowskiej czy Dąbrowskiej, ale także tych, którzy przeprowadzili się w inne rejony Polski, ale także przebywające za granicą, tam żyjące i pracujące do tego, aby włączyły się czynnie w działania realizowane przez nasze Towarzystwo, to jest, indeksowane na pewno. Myślę, że jakieś ciekawe historie, wspomnienia, które posiadają, dotyczące ich przodków też byłyby dla nas cenne, i myślę, że stanowiłyby wartość taką dodaną do, powiedzmy jakiejś publikacji książkowej, wykładu. Na pewno też te projekty, zachęcam Państwa żebyście śledzili nasz profil Facebookowy, bo cyklicznie pojawiają się tam informacje dotyczące działań, które realizujemy na bieżąco. Tak jak wspominałem ten projekt „Luszowice” będzie wdrażany, ale chcemy także ocalać od zapomnienia wspomnienia mieszkańców tutejszych ziem okolic Tarnowa, okolic Dąbrowy Tarnowskiej, osób właśnie w podeszłym wieku, które mają, no, z pewnością traumatyczne wspomnienia z ich młodości. Mowa tu oczywiście o wojnach światowych, ale też są oni przekazicielami pamięci o tych czasach, które zapamiętali z rozmów przeprowadzonych z ich rodzicami, dziadkami. Są to nieraz zabawne sytuacje, są to informacje na poły historyczne, anegdotyczne, jak choćby ja ze swojego doświadczenia mam informacje jak chłopi tu z Powiśla Dąbrowskiego jeździli wozami na wiece polityczne Wincentego Witosa, także jest to też cenna informacja wskazująca na to jak ruch ludowców rozwijał się także i na naszym terenie.

E: No i to są takie informacje, które dają taki ogólny pogląd na to życie społeczne, polityczne, obyczajowe tamtego okresu. Konrad, bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

K: Ja również dziękuję.

E: Mam nadzieję, że Towarzystwo dalej będzie tak prężnie działać w chwili obecnej, że pozyskacie nowe osoby do współpracy i ten temat związany z genealogią będzie coraz bardziej rozkorzeniany. Życzę Wam wszystkiego dobrego.

K: Dziękujemy bardzo.

E: Dziękuję za uwagę. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.

Fotoreportaż: 
Logo podcastu "Bibliowrotek".