16. odcinek podcastu "Bibliowrotek"

W kolejnym odcinku gościem Edyty Więcek była Agnieszka Hołda-Myśliwiec – fotografka, artystka i członkini Tarnowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Zawodowo związana jest z Tarnowskim Centrum Kultury. Impulsem do rozmowy były dwie niezwykle poruszające wystawy fotograficzne jej autorstwa – „Ja rodzę” oraz „Pan Robak i inne dzikie historie”, które prezentowaliśmy w naszej bibliotece w maju i czerwcu br. Oba cykle, choć tematycznie różne, łączy wspólny mianownik: świadome wybory, rodzicielstwo, dzieciństwo i bliskość.
W audycji Agnieszka dzieli się swoją drogą twórczą – od szkolnego kółka fotograficznego, przez Nowy Jork, gdzie fotografowała ludzi i uliczne życie, aż po współczesną działalność pod marką Mamoko Fotografia, skupioną na fotografii dziecięcej i rodzinnej. To rozmowa o mocy obrazu, o tym, jak zdjęcia potrafią budzić emocje, przywoływać wspomnienia i zatrzymywać to, co ulotne.
Link do odcinka na Spotify: https://open.spotify.com/episode/3MiC6TkrE5CyyEmmZ6LBnM?si=6OM3b0u1Rc-yA6RS8B0HcA
TRANSKRYPCJA
E: „Bibliowrotek” to podcast Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Marii Kozaczkowej w Dąbrowie Tarnowskiej poświęcony literaturze, kulturze, a także bibliotece − jako miejscu, w którym każdy znajdzie przestrzeń dla siebie.
E: Edyta Więcek − dzień dobry w kolejnym odcinku podcastu „Bibliowrotek”. Dziś będziemy rozmawiać o fotografii, bo goszczę Agnieszkę Hołdę-Myśliwiec. Cześć!
A: Dzień dobry, cześć.
E: Impulsem do naszego spotkania są dwie wystawy fotograficzne, które są prezentowane w naszej bibliotece. Pierwsza, pod tytułem „Pan Robak i inne dzikie historie”. Druga z kolei, jest to reportaż „Ja rodzę”. Jesteś pracownikiem Tarnowskiego Centrum Kultury. Należysz do Tarnowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Za tobą już kilka wystaw indywidualnych, wystaw zbiorowych. Jesteś absolwentką technikum ceramicznego. Zdobyłaś tytuł magistra sztuki na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Przez pewien czas też zajmowałaś się malarstwem, nawet tak poważnie, bo te prace też były wystawiane. W którym momencie życia stwierdziłaś, że jednak ty chcesz o świecie, o ludziach, o emocjach opowiadać poprzez fotografię?
A: Myślę, że to było jakby kilka poziomów, kiedy ja w różny sposób chciałam opowiadać, i w różny sposób chciałam wyrażać siebie i to co we mnie, i teraz rzeczywiście wysunęła się ta fotografia. Nie było tak zawsze, pamiętam ten moment zetknięcia się z fotografią w szkole średniej − z analogową fotografią, no i pamiętam ten taki moment magii, tego, że to inaczej działa niż właśnie medium za pomocą ołówka, pędzla, i tak dalej. I chyba na początku traktowałam to tak na równi. Później, poczułam może takie większe kliknięcie na studiach, na zajęciach fotograficznych, no i ten aparat cały czas był gdzieś pod ręką, i cały czas był jakąś – fotografie – były jakąś formą wyrażenia. I tak, miałam taki moment, gdy rzeczywiście więcej malowałam i rysowałam, chociaż cały czas miałam to przeświadczenie, że, no, nie jestem w tym dobra, ale trzymałam się jednak tego, że mam z tego fun i zabawę, więc czemu nie? Rzeczywiście tam wysłałam kilka obrazów na jakieś konkursy, które były pokazywane w Bostonie, w Nowym Jorku, no i potem, kiedy urodziłam synka, nawet technicznie nie miałam za bardzo miejsca. No wiadomo, dziecko zajmowało trochę miejsca, my mieszkaliśmy wtedy w dosyć małym, małej przestrzeni. No i wtedy, ten aparat był głównym narzędziem, którego używałam.
E: Czego zabrakło ci w ceramice, czego zabrakło ci w malarstwie?
A: Chyba, cały czas kiedy malowałam, rysowałam miałam to poczucie oceniania siebie, i odebrałam sobie część tej radości, ale wracamy teraz do rysowania, malowania, i też przez dziecko właśnie, bo mój synek lubi bardzo malować i rysować, i często robimy to razem. Często sobie ustawiamy jakieś martwe natury i teraz ja nie oceniam jego, on nie ocenia mnie. Bawimy się obserwowaniem, bawimy się światłem, cieniem. Szukamy tych prawidłowych linii. Traktujemy to trochę jak relaks, trochę jak taką formę medytacji, takie ćwiczenia.
E: Fajny sposób na spędzenie wspólnie czasu, tak kreatywnie. Jaka jest twoja definicja dobrego zdjęcia? Bo ja jestem fotografem amatorem, robię to przy okazji pracy zawodowej i często jest tak, że robię bardzo dużo tych zdjęć, a w końcu może, nie wiem, z pięciu procent tego co zrobiłam jestem zadowolona.
A: Powiem tak – że to zawsze tak jest. Ja też tak mam, że tak naprawdę jestem zadowolona tylko z jakiegoś małego procenta i tak naprawdę ten mały procent to jest coś, co jest dobre, bo nie wszystko musi być dobre. I też to nie jest tak – no wiadomo, jak się tworzy więcej, to ma się większy wybór, ale to czasami wypala też, więc to też nie jest tak, że im więcej tym lepiej, ale definicja dobrego zdjęcia – ja myślę, że to idzie przez… cały czas chyba jednak przez serce, że zdjęcie dobre może być różne dla różnych osób, ale że widomo, są jakieś wytyczne takie techniczne czy kompozycyjne, kolorystyczne, i tak dalej, i to też w jakimś stopniu jest ważne, ale ja często łamię te zasady, bo działa coś innego, bo coś porusza, jest jakiś taki moment w zdjęciu, jakieś spojrzenie, mimo, że nie jest w najmocniejszym punkcie zdjęcia, które działa. I jeżeli zdjęcie oddziałuje na nas i wzrusza, wzbudza do przemyślenia, do jakichś uczuć to wydaje mi się, że to jest dobre zdjęcie.
E: Czyli taki efekt artystyczny, efekt opowiedzenia pewnego rodzaju historii, wzbudzenie emocji jest dla ciebie istotniejszy niż ten aspekt taki techniczny.
A: Tak, jest istotniejszy rzeczywiście, mhm. I też ja sama szukam, nie wiem, w naszych zdjęciach… w ogóle szukam emocji w zdjęciach. Myślę, że to jest jakby bardzo ważne dla mnie. Nawet fotografie rodzinne, którą też się zajmuję – te emocje, to co dzieje się między ludźmi, ta relacja, takie małe, drobne rzeczy są bardzo ważne, bo ja wiem, że jak potem one są złapane na zdjęciach to one są najistotniejsze właśnie. Nie to, żeby kompozycja była idealna, bo czasami to się nie da, czy żeby kolorystycznie wszystko tutaj zadziałało. Tak, te emocje są dla mnie najważniejsze.
E: Jak się pojawił pomysł… stworzenie reportażu porodu domowego?
A: Trochę bym powiedziała, że jest to dziełem przypadku, ale tak naprawdę nie ma przypadków. Gdzieś mi to chodziło po głowie i ja czułam, że chyba chcę przeżyć poród, hm, tak jakoś głębiej, czego sama rodząc nie przeżyłam. Przez cesarskie cięcie, też w warunkach szpitalnych, trochę ze strachem z tym co się działo wokół mnie, czego nie potrafiłam wyłapać. Też, no, w takim środowisku gdzie po angielsku też, to też jakoś gdzieś oddziałuje – no, miałam stres po prostu duży. I kiedy moja znajoma rodziła, miała rodzić to był już jej drugi zaplanowany poród domowy, to zaproponowałam jej czy by nie chciała żebym sfotografowała ten dzień, to wydarzenie. Jednak tak nie do końca była przekonana, ale pod koniec ciąży stwierdziła, że bardzo chciałaby, tak zmieniła totalnie zdanie, powiedziała, że bardzo chciałaby, no i to się udało. Wprawdzie nie zdążyłam tak naprawdę na samo pojawienie się Gai na świecie, bo byłam dosłownie chwilkę po, ale ten dzień, te emocje i właściwie poród, ten moment kiedy rodziło się łożysko, to jakby wszystko jest, no i przede wszystkim dużo emocji. I to był taki czas, taki poranek, gdzie było cicho, gdzie było słychać ptaki za oknem, taka szarówka, w tym pokoju, w którym dzieje się taka wielka rzecz i to, że ja zostałam do tego dopuszczona, że mogłam doświadczyć razem z nimi tej wielkiej rzeczy po prostu. To było niesamowite i pamiętam, że byłam bardzo skupiona na tym, na swojej pracy właściwie. Na tym, żeby nikomu nie przeszkadzać, na tym żeby złapać gdzieś tam światło, bo było dosyć ciemno, niczym nie doświecałam, nie świeciłam lampą, i tak dalej. I trzymałam wszystkie emocje w sobie. Po tym jak wyszłam z domu i wsiadłam do auta to po prostu to się stało bezwiednie, ja po prostu tak buchnęłam płaczem, ale takim płaczem w zasadzie… takim płaczem pełnym uczuć i tego co się właśnie wydarzyło i to było naprawdę niesamowite i jestem bardzo wdzięczna, że mogłam być wtedy tam z Martyną i z jej mężem. W sumie to Martyna powiedziała mi też takie bardzo ważne słowa, że ona po prostu dopiero teraz czuje po tym całym wydarzeniu, że nie wyobraża sobie tego beze mnie i to było też takie miłe.
E: Powiedziałaś coś takiego ważnego, że nie chciałaś przeszkadzać, czyli co, dobry fotograf musi być jak ninja?
A: Trochę tak, wiadomo, dwie położne, no, tutaj najważniejsza jest mama, która rodzi, jej cały ten proces, więc ja nie mogłam zwracać na siebie uwagi, kiedy mogłam coś podać na przykład czy coś, no to oczywiście byłam pomocna. Natomiast raczej właśnie tak byłam jak ninja, gdzieś tam skakałam między łóżkiem.
E: Działasz pod marką Mamoko Fotografia…
A: Mamoko Fotografia, tak, mhm.
E: Ja zachęcam Państwa żeby sobie zajrzeć na Instagrama. Czy jest taka fotografia rodzinna związana z dziećmi? Łatwiej się dzieci fotografuje czy osoby dorosłe?
A: Oj… to zależy. Bo tak – dzieci się łatwiej fotografuje o tyle, że one nie ukrywają swoich emocji. One się nie wstydzą. Wiadomo, może być taki moment, że przez chwilę się wstydzą albo się boją, ale to jest tylko taki moment, a potem jak już widzą że jest bezpiecznie, że jest fajnie no to wtedy się otwierają zwykle, szaleją, i to jest super, a właśnie o to nam chodzi. Czasami gorzej właśnie jest zachęcić tatusiów szczególnie. Mamusie bardzo chcą i też pokazują też dużo swojej miłości i uczuć na zdjęciach.
E: No, kobiety chyba mają taką łatwość.
A: Tak, pewnie tak, ale też właśnie przed sesją zadaję takie pytania często: „Zastanówcie się co jest dla was najważniejsze w rodzinie?”, „Jakie macie ulubione zabawy?” czy na przykład: „Jeżeli lubicie spędzać czas, nie wiem, czytając książki, zabierzcie jakąś książkę.” Przejdziemy się, jest miejsce na spacer, jest miejsce na aktywność i tak dalej, więc tutaj, no, jest taka próba stworzenia takiej… jakby naturalnego dnia, no… tak, jak to się dzieje w domu po prostu. No, ale czasami trudniej jest dla mnie przynajmniej, tak mi się wydaje, z dorosłymi.
E: No, bo my chyba mamy taką tendencję, że się spinamy jeżeli widzimy ten aparat wycelowany w nas.
A: Tak, to jest takie spięcie. I ja też czasem jestem po drugiej stronie, więc staram się przypominać sobie to uczucie, no i tak, czasami to wystarczy krótka rozmowa, która rozluźnia po prostu, czasami… no jak ktoś ma taki większy, na przykład, kompleks jakiś czy coś no to staram się jakoś tak próbować żeby to jakoś ominąć, ale żeby jednak złapać to co najważniejsze. No i to już zależy od chęci, no bo też nikt nie przychodzi na sesję kiedy nie chce tej sesji…
E: No z założenia chce mieć zrobione fajne zdjęcia.
A: No właśnie, tak. Też w sumie ostatnio zauważam zmianę taką na plus jeżeli chodzi o tatusiów, że jak przychodzą już to oni rzeczywiście chcą i pokazują właśnie dużo radości, tego jak im bardzo zależy na żonie, na dzieciach, i to jest super. Nie są tacy, że po prostu siedzą i tylko: „Co mam robić?”, tylko właśnie często biorą inicjatywę też na siebie.
E: Ta twoja druga wystawa fotografii, „Pan Robak i inne dzikie historie”, to też jest taka stricte fotografia dziecięca, taka dynamiczna, bo to jest reportaż. Może opowiesz coś więcej na ten temat?
A: Tak, to też jest reportaż i tutaj też jakby nie ingerowałam w ogóle. Ogólnie to reportaż z leśnej szkoły i przedszkola, a wziął się z tego, że moje dziecko tam uczęszczało do tej placówki. Uczęszcza nadal i w zasadzie ja trochę byłam ciekawa jak wyglądają ich dni, a z drugiej strony pomyślałam sobie… no pojawił się taki pomysł i pomyślałam sobie, że to będzie świetny pomysł. Więc czemu nie? Chociaż na początku tu było tak: robię zdjęcia, robię zdjęcia jeden rok, robię zdjęcia… drugi, właściwie tak się zastanawiałam co z tego wyjdzie, chociaż myślałam o tym trochę jak o projekcie właśnie długoterminowym. Ten projekt właściwie się zaczął jeszcze w otwartej pracowni fotograficznej w Tarnowskim Centrum Kultury, gdzie Tomasz Sobczak był moim opiekunem i właśnie tak… no, robiłam zdjęcia. Zakładałam kolejne foldery, robiłam, potem przeglądałam to i stworzyła się z tego rzeczywiście fajna seria. No i leśna szkoła, i leśne przedszkole to jest takie miejsce, gdzie dzieci uczą się, przebywają blisko natury jak najwięcej. Oczywiście mają domek, mają schronienie, mają jurtę, ale kiedy mogą to jednak spędzają czas na zewnątrz. I też dużo właśnie aktywności jest związanych z takimi naturalnymi rzeczami, na przykład, jeżeli liczymy to kamyki, patyki, a nie mamy jakichś tam, nie mają dzieci jakichś tam pomocy takich plastikowych szczególnie, i dużo przez doświadczenie. Dzieci same, no, wymyślają sobie jakieś projekty albo mają zadane jakieś projekty, więc w jednym takim projekcie muszą napisać, obliczyć, wykombinować jak to zrobić, i tak dalej. I to obserwowanie ich było naprawdę… było naprawdę medytacją, powiedziałabym, bo ja tam czasami siedziałam dosłownie w krzakach, tak.
E: Paparazzo.
A: Znaczy, wie– oni wiedzieli, że ja tam jestem i pierwsze jakby tam kilka tygodni było rzeczywiście takie, że oni zafascynowani do mnie podbiegali i chcieli nawet żebym fotografowała, albo trochę się wstydzili na przykład na początku, i bardziej pokazywali mi coś, ale po jakimś czasie zapominali, że ja tam jestem po prostu, i już byli tak przyzwyczajeni, że ja tam jestem z tym aparatem, że no nie wzbudzało to żadnego jakby zainteresowania i o to mi też chodziło, bo chciałam rzeczywiście złapać taką prawdziwość tych ich leśnych dni, tych zabaw właśnie na wyprawach, ten strumyk tam, to drzewo, które runęło przez strumyk i to jak oni tam przesiadywali, jak śpiewali piosenki. Ta woda wylewana z gumiaków, mokre pupy, po prostu, no i ten robak. Ten „Robak” właśnie… w sumie ten „Robak” wziął się z tego, że Staś do mnie podbiegł i właśnie zapytał czy chcę zobaczyć coś, no i to był ten robak, i jeszcze zapytał mnie czy ja go chcę dotknąć i wziąć. Nie lubię robaków za bardzo. Ale właśnie to był „Pan Robak” i właśnie „inne dzikie historie”.
E: Dlaczego zdecydowałaś się na kolorystykę czarno-białą przy tym cyklu zdjęć?
A: Tak, dużo osób mnie o to pyta i to rzeczywiście nie jest oczywiste, kiedy teraz o tym myślę. Dla mnie od początku było to tak oczywiste. Ja, nie wiem, nie wiem czemu, ale ja nie myślałam o tym, o tych zdjęciach jako kolorowych od samego początku, ja po prostu od samego początku miałam zdjęcia czarno-białe w głowie, no i potem za tym poszłam i dopiero potem na– po pierwszym wernisażu miałam tyle pytań właśnie: „A dlaczego dzieci i czarno-białe? Co to w ogóle ma być?”
E: Bo dzieci się nam z radością kojarzą, prawda? Z kolorami.
A: Tak. Hm, może trochę chciałam nawiązać do takiej analogowej fotografii czarno-białej. Może to co chciałam wydobyć tutaj to właśnie te emocje, które zawsze są bardziej wyraźne przy fotografii czarno-białej, moim zdaniem. No nie wiem, to się tak zdarzyło gdzieś tam w mojej głowie wcześniej i potem po prostu się stało realne.
E: A zdarza ci się jeszcze robić zdjęcia analogowe?
A: Mam cały czas klisze w analogowym aparacie, tak, muszę w ogóle ją wywołać. Mamy też– w tamtym roku chodziłam też na otwartą pracownię fotograficzną i jest cykl, który prowadzi Sławomir Długołęcki i wtedy fotografujemy aparatami analogowymi, mamy ciemnię, wywołujemy i cały proces jakby przechodzimy.
E: Czy jest jakieś fotograficzne wyzwanie, któremu byś nie podołała?
A: Pewnie tak, pewnie dużo jest takich.
E: Pytam kobietę, która robiła zdjęcia porodu domowego.
A: Nie wiem… muszę się chyba nad tym zastanowić chwilkę. W każdym bądź razie to co lubię, to lubię ludzi, lubię emocje, o! nie lubię za bardzo fotografować aut.
A: Myślę, że jestem osobą wrażliwą, i że moja wrażliwość chyba nie pozwoliłaby mi wyjechać na taki reportaż, na przykład, wojenny, gdzie dużo jest drastycznych scen. Już pomijając to, że jest niebezpiecznie ogólnie, ale no nie wiem czy wyszłabym z tego po prostu całym człowiekiem, albo bym po prostu nie zrobiła zdjęć. Myślę, że to byłoby to wyzwaniem dla mnie, i nie wiem czy bym to przeszła.
E: Jakie masz rady dla początkujących fotografów?
A: Przede wszystkim wyciągnąć aparat jaki się ma i robić zdjęcia. I nawet tutaj naprawdę, tu nie chodzi o sprzęt. Chodzi o to żeby obserwować, szukać i tego co porusza, i to jest chyba najważniejsze, żeby nie robić zdjęć tak bez przemyślenia, tylko zastanowić się dlaczego chcę zrobić temu zdjęcie i dlaczego to jest dla mnie ważne. Więc taki aparat w telefonie będzie okej, to nie musi być drogi sprzęt, ale żeby właśnie robić te zdjęcia, ale też żeby oglądać zdjęcia. Kupić sobie jakiś album albo właściwie teraz w Internecie jest tyle różnych rzeczy i zdjęć, że można sobie po prostu wybrać jakiegoś fotografa i oglądać jego zdjęcia. Takie oglądanie zdjęć bardzo dużo daje, no bo– znaczy mi to też dużo dało. Widzę też mojemu dziecku to dużo daje. W sensie, że jak oglądamy właśnie obrazy, zdjęcia, że on potem doszukuje się czegoś, zauważa więcej i ja też tak miałam, że właśnie jak zobaczy się dobrą fotografię i zobaczy się relacje pomiędzy poszczególnymi, na przykład, elementami na tym zdjęciu, jak to działa i dlaczego to działa, dlaczego mnie to porusza, no to potem robiąc samemu zdjęcia gdzieś próbujemy szukać czegoś więcej i czegoś lepiej.
E: Jakie masz plany i cele na przyszłość?
A: Moim planem i celem na przyszłość jest to, żeby być blisko rodziny, żeby być zdrową i myślę, że to jest najważniejsze. Jeżeli chodzi o tak fotograficznie, to właściwie nie wiem co się wydarzy. Mam w głowie kilka pomysłów, ale też nie mam w sobie napięcia, gdzieś chyba jak się przejdzie ten czterdziesty rok życia, w którym jestem, którego się wcale nie wstydzę, to rzeczywiście się zaczyna zwracać uwagę na inne rzeczy niż wcześniej. Więc nie robię sobie takiego napięcia pod tym względem, że muszę coś zrobić, tak, muszę, i to już, i że– po prostu za dużo mam tego stresu i nie chcę się obarczać, ale zapisuję sobie tak właśnie, taka… jeszcze uwaga dla osób, które chcą fotografować. Warto sobie zapisywać różne rzeczy, pomysły, zapisuję, szukam, więc może uda mi się zrealizować w przyszłości jeszcze kilka różnych pomysłów i projektów, mam nadzieję. Trzymam za to kciuki. A gdzie się widzę? Hm, nie wiem, czas pokaże.
E: Agnieszko, bardzo ci dziękuję za dzisiejsze spotkanie i za tę rozmowę. Życzę ci dalszych sukcesów, a Państwa zapraszam serdecznie na stronę Mamoko Fotografia, gdzie można już te dokładnie i uważnie, podkreślam, zobaczyć to jakie kadry Agnieszka potrafi zatrzymać, a zdjęcia są naprawdę piękne. Polecam. Edyta Więcek, do usłyszenia w kolejnym odcinku.
A: Bardzo, bardzo dziękuję.









